|
Złapane w sieci - offtopic |
| Autor |
Wiadomość |
Szypuł

Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 54
|
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Czozen
Administrator

Zaproszone osoby: 1
Wiek: 28 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 276
|
Wysłany: |11 Lut 2009|, 2009 13:36
|
|
|
| Jak ma ktoś torrenta niech spakuje zipem i wrzuci tutaj (sam plik *.torrent). |
_________________
 |
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
Wysłany: |20 Lut 2009|, 2009 13:54
|
|
|
Dziennikarz nie wiedział trochę co pisze ale zawsze
| Cytat: | Armia zbroi się sama
Żołnierze wyjeżdżający na misje zaopatrują się w… military shopach. Dla żołnierza najważniejsze są buty. W walce może stracić broń albo hełm, ale ostatecznie to w butach musi uciekać.
Dlatego chłopcy z Opolszczyzny, którzy jadą na zagraniczne misje, są najczęstszymi klientami sklepów z militariami. To, co daje im na wyposażenie armia, wygląda może i dobrze tu, w naszym klimacie i w rachunkach, jakie płaci armia, ale tam - w warunkach pustynnych, w upale i przy śmigających kulach - już nie.
Grzegorz Cichocki, właściciel sklepu z militariami, mówi: - Buty schodzą najlepiej. Jak żołnierz ma pieniądze, może się zaopatrzyć w porządne, goreteksowe, które oddychają. Najlepsze są amerykańskie, ale świetne są też te z Bundeswehry. Kosztują prawie trzysta złotych, ale ja sam w nich chodzę od ośmiu lat, przeszedłem w nich prawie dwa tysiące kilometrów. I nigdy nie przemokły.
Andrzej P. z Opola, były żołnierz na Bałkanach: - Nam wtedy dali jakieś welurowe
dziwactwa, z których po dwóch miesiącach zrobiły się szmaty. Nosiłem numer 43, a buty się rozdęły do numeru 46. Kto nie kupił sobie butów za własne pieniądze gdzieś na czarnym rynku, wyglądał jak łachmyta, ale przede wszystkim miał kłopoty z wypełnieniem zadań. A żołnierz to nie poborca podatkowy, tylko facet, który bywa pod ogniem. Musi się czasem sprawnie przemieszczać.
Z rzeczy użytecznych "schodzą” przede wszystkim skarpety. Porządne, amerykańskie, czyli bawełniane. Ale też noże. Bowiem polski żołnierz noża nie dostaje. Ci z misji bałkańskich kupowali też małe kuchenki. Na dalekim zwiadzie trzeba przecież coś czasem podgrzać.
Cichocki: - Żołnierze z misji w Czadzie napędzili mi z kolei sprzedaż gazów przeciw dzikim psom. Podobno jest ich tam mnóstwo, więc jeśli trzeba wyjść poza obszar obozu, warto mieć w ręku odstraszacz. Wyglądałoby głupio, gdyby pluton rozpoczął potyczkę z gromadą oszalałych z głodu psów.
Powodzeniem cieszą się gogle. Tu przede wszystkim liczy się jakość, mierzona odpornością na strzał snajpera.
Gogle przydziałowe, armijne, rozpadają się od razu. Te markowe - znów amerykańskich firm - nie tylko nie uginają się pod wpływem impetu pocisku, ale też chronią przed promieniowaniem UV. Jeśli żołnierz chce przeżyć i zachować dobry wzrok mimo nasłonecznienia - to kolejny wydatek, około 200 złotych.
W military shopach żołnierze kupują też bidony. Armijny wzór jest z lat pięćdziesiątych, więc zakłada, że żołnierz, cały dzień biegający po pustyni w pięćdziesięciostopniowym upale, nie poparzy sobie gardła, pijąc ukrop. Te kupowane prywatnie są z plastyku, chronione powłoką z materiału, dzięki czemu można pić z nich spokojnie.
Andrzej P.: - Najlepsze są takie zakładane na plecy, z kombinacją rurek do picia i napełniania. Te, które nam dawali, chłopaki po prostu wyrzucali od razu.
Ale najlepiej sprzedają się kabury mocowane przy udzie - mówią byli żołnierze z zaliczonymi wieloma zagranicznymi misjami. Jerzy z Opola: - Można się z tego śmiać, że to rodzaj kowbojstwa, ale tak naprawdę to najlepsze, co można było wymyślić w uzbrojeniu żołnierza. Gdy trzeba ułamka sekundy na reakcję, trudno się wyłuskiwać z kamizelki najeżonej ponad potrzebę stalowymi płytkami.
- Przyszli ostatnio do mnie - mówi Grzegorz Cichocki - mama z synem jadącym na misje, by kupić mu bieliznę. Wiem, co byłoby mu potrzebne, by się nie pocił ponad miarę, ale też musiałem powiedzieć, że bielizny nie sprzedaję, bo armia wymaga, by każdy miał ją regulaminową.
Pokazuje sygnaturę naszytą do bluzy - 127A/MON. Podkoszulki i majtki też je mają.
Oznaczeń nie mają natomiast siatki maskujące, które warto sobie zabrać na misję i narzucić na siebie, leżąc na pustynnym piachu. Byle nie pomylić koloru pustyni. Bo są różne.
|
|
|
|
|
 |
Czozen
Administrator

Zaproszone osoby: 1
Wiek: 28 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 276
|
Wysłany: |20 Lut 2009|, 2009 18:58
|
|
|
| Harnas napisał/a: | | mierzona odpornością na strzał snajpera. | Ja takie chcę Generalnie to przyzwyczailiśmy się do poborowej armi a'la ZSRR, obdartusów, łachmaniarzy z pasami na jajach i innych cudaków a prawda jest taka że zawodowy żołnierz ma taką robotę a nie inną i musi mieć wygodny ekwipunek a w oddziałach specjalnych nawet na broń jest przymykane oko. Kiedyś widziałem zdjęcie żołnierza baczność "Marines" spocznij w adidasach i pełnym szpeju, mnie zatkało ale widć jego wartość bojowa wzrastała kiedy miał swoje ulubione buty... |
_________________
 |
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
Wysłany: |20 Lut 2009|, 2009 19:32
|
|
|
| Jest duża różnica między wojskiem regulaminowym/garnizonowym a frontowcami |
|
|
|
 |
Czozen
Administrator

Zaproszone osoby: 1
Wiek: 28 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 276
|
Wysłany: |21 Lut 2009|, 2009 03:53
|
|
|
Zgodzę się z Tobą w 100%, jednak w armii ochotniczej "wojsko garnizonowe" osiąga nowe znaczenie. Na przykład w Wojsku Polskim, misje na które jeżdźą nasi żołnierze są w zasadzie stacjonarne (pokojowe), jest jakiś tam odcinek na którym znajduje się jakaś baza, jest pod opieką danego dzdziału/odziałów które z reguły mają za zadanie pomagać ludności cywilnej. Żołnierze którzy są za bardzo nadpobudliwi lub za bardzo "szarżują" są odsyłani do domu. W szczegulnych przypadkach są wybierani z pośród nich ochotnicy do jakiegoś zadania specjalnego które może polegać na rozpoznaniu jakiegoś innego odcinka lub na likwidacji/rozbicia konkretnych oddziałów. Tak właśnie było na przykład podczas pokojowych misji NATOwkich podczas wojny na bałkanach w latach '90. Oczywiście tacy ochotnicy są dodatkowo opłacani a w przypadku odniesienia ran mają zapewniony pełen dożywotni socjal. Oczywiście mówię o armii nie o jednostkach specjalnych które w zasadzie nie stacjonują tylko wykonują zadania po których wracają by odbyć kolejne szkolenia i znowu wykonują zadania.
W armii ochotniczo-zawodowej ludzie dokładnie wiedzą po co tam przyszli i problem "armii koszarowej" znany nam z lat wcześniejszych praktycznie nie istnieje. Nie licząć oczywiście jednostek specjalnego przeznaczenia w których wojsko spędza czas głownie na szkoleniu się reszta co raz jeździ na misje ale także na zasadzie ochotniczej. Ponieważ dodatkowo jest to armia kontraktowa czyli grupa ludzi która podpisała "umowę o pracę" i musi się wykazać aby ta umowa została przedłużona. Zjawisko przysłowiowego "wojska garnizonowego" zaczyna zanikać, kiedy tylko zniknie całkowicie pobór zaniknie całkiem zaniknie całkiem obraz pijanego żołnierza z pasem na jajach.
Troszeczkę oczywiście wyolbrzymiając Polski żołnierz przyszłości nie wiele będzie się różnił od najemnika. Armia powie; zaciągnij się, będziesz mógł walczyć legalnie i wiele Cię nauczymy, za wykonane zadania dostaniesz pieniądze, jeśli zostaniesz ranny to to wynagrodzimy Cię za to tak aby Cię było stać na godne życie, jeśli wykonasz dla nas zadanie specjalne także sowicie Cię za to wynagrodzimy, etc. Tak to już wygląda w armii zawodowej teraz a jeśli ta armia zostanie w 100% uzawodowiona to różnica między wojskiem regulaminowym/garnizonowym a frontowcami całkowicie zaniknie. |
_________________
 |
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
Wysłany: |23 Lut 2009|, 2009 13:37
|
|
|
Chodziło mi o to że w 20 wieku wreszcie porzucono dawny problem - jak to zrobić żeby żołnierz wyglądał elegancko. Po prostu są dwa sorty mundurowe - galowy i polowy i te dwa światy są rozdzielone.
W sytuacjach frontowych sytuacja sie jeszcze zaostrza i nikt nie ma pretensji do żołnierza frontowego - który już udowodnił że chce i umie walczyć że dostosowuje sobie ekwipunek do osobistych preferencji - jedynie problem sie pojawia kiedy dany żołnierz nie pasuje do "systemu" i tego mu robić nie wolno - np jeżeli jest przyjęte że opatrunki ma mieć w prawej górnej kieszeni to mają tam być na wypadek gdyby go ktoś musiał opatrywać to nie będzie szukać. |
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Czozen
Administrator

Zaproszone osoby: 1
Wiek: 28 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 276
|
Wysłany: |23 Lut 2009|, 2009 14:23
|
|
|
| Dobry test... |
_________________
 |
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Harnas

Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 259
|
|
|
|
 |
Porucznik

Wiek: 33 Dołączył: 30 Sty 2009 Posty: 17 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: |26 Lut 2009|, 2009 21:41
|
|
|
| Harnas napisał/a: | Chodziło mi o to że w 20 wieku wreszcie porzucono dawny problem - jak to zrobić żeby żołnierz wyglądał elegancko. Po prostu są dwa sorty mundurowe - galowy i polowy i te dwa światy są rozdzielone.
|
Mundur wyjściowy w naszej armii umarł na początku lat 90-tych z powodu braków finansowych. Za parszywej komuny (tfu) co by nie mówić o WP, ale nie było możliwości żeby żołnierz wyszedł za bramę jednostki w mundurze polowym. Każdy miał przydziałowy wyjściowy i dzięki temu na przepustce wyglądal porządnie. Teraz niestety nawet na defiladach nasze poddodziały maszerują w mundurach polowych ( oprócz oczywiście Kompanii Reprezentacyjnej ) i wyglądają jak idioci.
Było mi wstyd kiedy 15 sierpnia w jednej defiladzie szło nasze wojsko, wyglądające jakby ich przywieźli prosto z poligonu, a za nimi pododdziały naszych sojuszników w pięknych mundurach galowych.
A największym kuriozum z jakim się spotkałem to był poczet sztandarowy na pogrzebie któregoś z AK-owców parę lat temu ( jak jeszcze byłem w "R"). Wystawiła ten poczet jakaś jednostka pancerna. Kolesie przyszli w plamiakach a do tego mieli białe rękawiczki i pasy z koalicyjkami KR. Wyglądali po prostu żałośnie.
Rozumiem, że przy obecnych cięciach budżetowych nie ma coliczyć żeby każdy żołnierz polski miał mundur wyjściowy ale przynajmniej te pododdziały które występują na oficjalnych uroczystościach mogłby mieć takie sorty na stanie.
[ Dodano: 2009-02-26, 22:10 ]
"Wkroczyliśmy w trudny XXI wiek. Mamy armię zagrożoną likwidacją i żadnych planów obrony w ramach NATO. Jeśli czegoś historia powinna nas nauczyć, to tego, że niepodległość nigdy nie była nam dana raz na zawsze, a zdolność obronna naszego państwa jest jednym z warunków jego istnienia"
Wniosek nasuwa się jeden - trzeba szkolić się w walce partyzanckiej, bo to jedyna nasza szansa w starciu z regularną armią. |
_________________ Za Boga i Ojczyznę - wolność albo śmierć ! |
|
|
|
 |
|
|